czwartek, 11 października 2012

Chapter 5



Harry

Od kilkunastu minut leżę na łóżku i nie wiem co zrobić. Powiedzieć czy nie powiedzieć, a jeśli powiedzieć to komu, Vic czy Caro. Moje rozmyślania nagle przerwał ogromny huk. Ze strachu aż podskoczyłem. W drzwiach stała wkurzona.. Caroline ?!?!
-Co ty tu robisz? Nie powinnaś…- zacząłem, lecz nie dane było mi dokończyć ponieważ ruda mi przerwała.
-Harry, czy my ze sobą spaliśmy ?!- wrzasnęła.
FUCK!! Czyli nie było tak jak Liam mówił. Jednak coś pamiętała. Harry..Wymyśl coś.. musisz jej powiedzieć.. nie .. nie mogę…wszystko wygada Vic..a może to lepiej.. ale.. noo..
-Styles!- Usłyszałem ponownie ryk Caro.
-Eee .. noo bo teen..
-Spaliśmy czy nie!!- wrzasnęła ponownie. Chyba rzeczywiście była ciutkę wkurzona..a nawet ciutkę bardzo wkurwiona!.
-Nie- wydukałem cicho..Bosh…co ty Styles robisz.. powinieneś jej powiedzieć.Ale.. noo GRR!! Po chwili dziewczyna usiadła obok mnie i powiedziała już spokojniejszym tonem.
-Ale całowaliśmy się. Prawda?
-Tak.
-I nic więcej…?
-A to nie jest dużo?! – powiedziałem lekko podniesionym tonem. Przecież całowanie MNIE to nie jest taka mała sprawa. Miliony dziewczyn dałoby się pokroić chociaż za uścisk ode mnie . Ta cała Caroline jest dziwna. 0_o
-No to tylko pocałunki. A pocałunki rzadko cokolwiek dla kogokolwiek znaczą. Więc nic poważnego tak właściwie się nie stało.
-Jeśli tak uważasz..- zacząłem, ale znowu ruda mi przerwała.
-A ty tak nie uważasz? –spytała a ja już sam nie wiedziałem co powiedzieć. Uhh..nie Harry, ty masz Vic..kochasz ją nawet z jej fobiami i dziwactwami. Caro to tylko przejściowa znajoma i nie ma co się nad nią zagłębiać. Kilka tygodni ona wyjedzie i wszystko wróci do normy.
-Ej Styles. Żyjesz? – usłyszałem głos Caro. Emm..trochę odleciałem.
-Aa..tak.tak..
-Ty tak często masz? – spytała
-Ale że co? – zdziwiłem się. No co.. do mnie to dużą czcionka trzeba mówić xD
-No że tak odlatujesz i nie ogarniasz co się w świecie dzieje.
-Noooooo czasaami tak mam. Musisz się przyzwyczaić bo inaczej raczej ze mną nie wytrzymasz haha-
-Bosh..CO TY PIERDOLISZ STYLES!! – Skarciłem się w myślach i wysłałem uśmiech rudej.
-No nic..-znowu zaczęła mówić.- Jeśli wszystko już sobie wyjaśniliśmy to ja spadam. Jak mnie czarownica zobaczy w waszej części do mnie do kaloryfera przykuję – uśmiechnęła się smętnie.
-To ja cię odkuję-powiedziałem z uśmiechem a później przyłożyłem sobie w twarz.. w myślach oczywiście. Caro uśmiechnęła się do mnie szeroko i podeszła do drzwi.
-Dzięki Styles. Może nie jesteś taki zły.- Dodała ciszej i wyszła.
SMERFY NIEBIESKIE!!! Czemu ja jestem taki posrany i te 5 słów wypowiedziane przez TĘ dziewczynę „przykleiły” mi banana na twarz. Uhh..

Roxanne

Obudziłam się dwie godziny później, głowa przestała boleć, wrażenie, że ktoś wierci mi dziurę w czaszce również minęło, więc chyba jest dobrze. Mimo to nadal byłam ledwo żywa, dlatego z trudem zwlokłam się z łóżka.
W salonie Em spała na kanapie, a Caro siedziała na fotelu, opychając się płatkami.
- Gdzieś była ? Myślałam, że poszłaś się ze mną położyć, wstaję a tu BUM – nie ma Cię. – powiedziałam, siadając na podłodze, opierając głowę o jej nogi.
- Byłam u Styles’a, musiałam zrobić wywiad środowiskowy.
- Czemu ? – spojrzałam na nią zdziwiona.
- Miałam dziwne wrażenie, że z nim spałam. – powiedziała cicho.
- CO ?! – wydarłam się, jednak gdy dostałam od niej po głowie, szybko zakryłam usta. Ja rozumiem, że nasz plan i w ogóle, ale nie było mowy o spaniu z którymś z nich. A jakby wpadli ? Przecież ja jestem za młoda, żeby być ciocią. Wyobrażacie sobie mnie, zmieniającą pieluchy ? A jakby to były bliźniaki ?! Jedno dziecko w jednej ręce, drugie w drugiej, a gdzieś w kącie Caro i Hazza, płodzący trojaczki ? Matko Boska …
- Rox ! Słuchasz mnie ? – potrząsnęła mną Caroline.
- Co ? Na chwilę się wyłączyłam.
- No to słuchaj, okazało się, że wcale z nim nie spałam. – powiedziała z wyraźną ulgą, a ja wydałam z siebie coś na kształt „uff”. – Wiesz co, musimy się pilnować, ten plan nie może za daleko zajść.
- Wiem. Obiecaj mi, że gdy następnym razem będę chciała się tak napierniczyć, przyłożysz mi.
- Obiecuję ! – zaśmiała się Caro. – Wyjdźmy gdzieś …
- Jak ? Ta wariatka postawiła ochroniarzy przed wyjściem.
- Pfff, a kto powiedział, że wyjdziemy drzwiami ? – poruszyła brwiami Caroline. Okey, że mam skakać z okna ? Nie no, spoko. Lubię wyzwania, aczkolwiek chciałabym jeszcze trochę pożyć. Jestem młoda, ładna, sławna i bogata …
- No to czym ?
- Tarasem, debilko. Tam nikogo nie postawiła. – zaśmiała się Caroline.- Chodź, Em niech sobie śpi, a my się zwijamy. – postawiła miskę na stole i ruszyła w kierunku tarasu. – Bierzemy Liam’a i Harolda ?
- Po co ?!
- Plan ? – uniosła jedną brew.
- A no tak.- puknęłam się w czoło. – To idź po nich, ja ubiorę buty. – Ruda kiwnęła głową i już jej nie było. Po kilku minutach była z powrotem, już w towarzystwie chłopaków. Liam chyba nie był zbytnio zadowolony z tego pomysłu, szeptał coś pod nosem, że Vic powiesi go za coś . Nie wiem za co, nie usłyszałam.
- Nie pękaj. –klepnęłam go w ramię. Gdy wszyscy byliśmy gotowi, wyszliśmy.

Liam

Nie wiem dlaczego zgodziłem się z nimi wyjść, Victoria mnie, wróć – nas, zamorduje.
Już drugą godzinę chodzimy po galerii handlowej, fakt że co druga osoba nas rozpoznaje, wcale nam tego nie ułatwia. Dziewczyny uparły się, że za wszelką cenę muszą wrócić do domu obładowane po uszy, po to aby ich menedżerka zauważyła, że gdzieś wyszły. Nie wiem czy to dobry pomysł, ale nie wnikam.
- Dziewczyny, nogi mnie już bolą. – jęknął Hazza.
- Harold, nie bądź pizda. Trzymaj ! – powiedziała Caroline, wpychając mu w ręce torby z butami. W odpowiedzi Styles tylko jęknął, a ja zacząłem się śmiać.
- A Ty z czego rżysz ? – spojrzała na mnie z pod byka Roxanne, muszę przyznać że nawet ładnie wyglądała. Wróć, nie. Nie zdążyłem nic odpowiedzieć, bo ta postąpiła jak swoja przyjaciółka i wepchała mi w ręce torby.
- Za jakie grzechy ? – spojrzałem wymownie w niebo.
- Za mało ? – uniosła brew blondynka. – Spokojnie Liaś, jeszcze dużo sklepów przed nami. – puściła oczko i ruszyła dalej.

W końcu ! Dziewczyny stwierdziły, że wykupiły już wszystko coś się dało i zaprosiły nas na ciastko z kremem. Och, jakie one wielkoduszne. Już widzę te jutrzejsze nagłówki „Liam Payne i Harry Styles, zmienili profesję. Od wczoraj zostali profesjonalnymi tragarzami”.
- I jak wam się podobało ? – spytała Caro, popijając kawę.
- Fantastycznie było, pomijając to, że nie czuję rąk i nóg. – syknął Harry.
- Czyli było dobrze. – skwitowała Roxy.
- Dziewczyny, mogę was o coś zapytać ? – spojrzałem na nie, kiwnęły twierdząco głową. – O co chodzi z wam i Vicky ?
- Ooo, pytasz o co, tak ? No to już Ci mówię. Traktuje nas jak maszynki do zarabiania pieniędzy, kontroluje każdy nasz ruch, a gdy wróciłyśmy z trasy koncertowej nawet nie dałam nam dwóch tygodni na odpoczynek. Prócz tego jest wredna, stara, chamska, wścibska … - zaczęła wymieniać Roxanne.
- Ej, wyhamuj ! – warknął Styles. A no tak, przecież bawi się z nią w związek, dlatego go to wkurzyło.
- No co ?! A może nieprawdę powiedziała ? – zdenerwowała się Caro, w jej oczach widziałem wściekłość. Niezbyt jej się podobało to, że ktoś warczy na jej przyjaciółkę.
- Tyle, że ja ją kocham i nie chcę, żebyście o niej tak mówiły w moim towarzystwie.
- Ktoś Ci każe tu siedzieć ? – zdenerwowała się Roxy. – Chcesz, to leć do niej, przy okazji przytargasz to do domu. – pokazała palcem na zakupy.
- Nie zapędziłaś się ?! – krzyknął.
- Nie drzyj się na moją przyjaciółkę ! – ryknęła Caroline, zrobiła to na tyle głośno, że wszyscy ludzie w kawiarni się na nas spojrzeli.
- Ej, spokój ! – powiedziałem, ktoś musi ich doprowadzić do porządku. – Harold, bierz zakupy – idziemy. A wy – pokazałem na nie palcami – w nagrodę robicie nam kolację i nie ma żadnego „ale”, bo dobrze się to nie skończyć. Idziemy. – powiedziałem. Wszyscy spojrzeli na mnie z chęcią mordu, najbardziej pragnął tego Harry. Mi też się nie podoba pomysł usługiwania im, no ale głupie byłoby gdybyśmy zostawili je same z tymi tobołami. Poza tym odbijemy sobie w domu, mam tylko nadzieję, że potrafią gotować…


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
UHUU CIESZYMY SIĘ CIESZYMY SIE!!!!!! ROXY WRÓCIŁA DO PISANIA.. No a teraz przechodzimy do gorszych tematów czyli że rozdział niestety pojawił się ciutkę później. Ok... nie ciutkę.. BARDZO PÓŹNIEJ !!! I zapewne nikt już tu nie zagląda no ale cóż.. Zobaczymy.. Zagonię niedługo Roksiaczka do pisania to 6 pojawi się na pewno O WIELE WIELE wcześniej xD .. No nic..To tyle.. Buziaczki Baaaj
Lajla <3

niedziela, 2 września 2012

POSZUKIWANA !!!!!!!


 Jeśli ktoś jeszcze nie wie to moja posranie zjebana Roxy zakończyła swoją karierę z pisaniem. Zważając na to, że nie jestem maszyną potrzebuje nowej redaktorki/pomysłodawczyni i wszystko inne na tego bloga. Z tego co widzę rozdziały na prawdę się podobały i dlatego nie chciałabym usuwać tego opowiadania więc z wielką chęcią zapoznam jakąś fajną osóbkę, która pociągnie razem ze mną tę opowieść xD hehe

Zgłoszenia przyjmuję na mojego e-maila: karola.th@onet.eu 


 W temacie proszę podać nazwę REDAKTORKA!!

 W e-mailu ma znaleźć się wasz wiek, płeć xD, czy mieliście jakieś styczności z pisaniem opowiadań jeśli tak to musicie wysłać mi swoje teksty hmm.. co tam jeszcze...ogólne dane o sobie i co najważniejsze pomysły jakie macie związane z tym blogiem. Zgłoszenia przyjmuje do 5 października więc jest czas a jeśli do tej daty nikt się nie zgłosi to termin będzie wydłużony. No to chyba tyle  a jeśli macie jakiekolwiek pytania to piszcie na moje gg: 4623898 
No to na razie bejby moje kochane. Mam nadzieję, że ktoś się zgłosi xD hehe 
Do usłyszenia, zobaczenia czy cokolwiek. 

Baj, Baj <3
Lajla 

poniedziałek, 28 maja 2012

Chapter 4.


Roxanne

Ja chyba umieram, suszy mnie a głowa chyba zaraz eksploduje. Nie pamiętam co się wczoraj wydarzyło, ale musiało być grubo. Spojrzałam na zegarek 12:25, zajebiście. Podniosłam się z łóżka, przeglądając szybko w lustrze. Śmiało mogłabym zagrać Bestię, w jakiejś kinowej wersji „Piękna i Bestia”. Ale dość już tych rozmyślań, muszę się czegoś napić, bo zaraz padnę. Weszłam do kuchni, w naszej części domu. Przy stole siedziała, a raczej leżała z głową na nim Caro, a obok niej wkurzona Em.
- Brawo, tylko pogratulować. – powiedziała brunetka, nerwowo obracając kubek w dłoniach.
- Możesz nie krzyczeć? – powiedziałam łapiąc się za głowę. – Daj mi coś na kaca. – usiadłam przy stole i położyłam na nim głowę. Czyli usadowiłam się w takiej samej pozycji jak Caroline.
- Masz. – powiedziała Emily, podając mi butelkę wody i jakieś tabletki. Łyknęłam dwie, popiłam i próbowałam przypomnieć sobie coś ze wczorajszego wieczoru. – A wracając do tego co wczoraj zrobiłyście, jesteście już na każdej stronie plotkarskiej. W gazetach pewnie też.
- Co ?! – powiedziałam chyba ciut za głośno, bo Caro podskoczyła, a ja złapałam się za banię.
- Spójrz. – podała mi swój telefon, na którym wyświetlona była strona plotkarska.

„Roxanne Law i Caroline Hanley szaleją w Londynie!”

Każdy szanujący się fan TGN, wie że 2/3tego zespołu, a mianowicie Roxanne Law ( 17 l ) i Carloline Hanley ( 17 l ) mimo tego, że dopiero za kilka miesięcy kończą 18 lat, lubią zaszaleć. Dziewczyny już nieraz zostały przyłapane na swoich wybrykach, dając tym samym zły przykład fanom, jednak tym razem przeszły same siebie. Wczorajszej nocy widziane były samotnie ( do czasu ) błąkające się po ulicach Londynu. Z relacji świadków wynika, że nastolatki nie szczędziły sobie czułości. Jak donosi anonimowy informator Rox i Caro trymały się za ręce, szeptały sobie coś do ucha, doszło nawet do pocałunku ! Niestety, nie udało się tego sfotografować. Kilka minut po północy, do dziewczyn dołączyło dwóch członków One Direction, a mianowicie Liam Payne ( 19 l ) oraz Harry Styles ( 18 l ). Drugi z wymienionych, jest aktualnie w związku z Victorią Clark ( 35 l ), menedżerką zespołu TGN. Jednak nie przeszkadzało mu to, w okazywaniu czułości Caroline. Czyżby romans ? Gdy tylko dowiemy się czegoś więcej, na pewno powiadomimy was o tym. Poniżej prezentujemy zdjęcia z imprezy…”

Po przeczytaniu całego artykułu obejrzałam zdjęcia, nawet ładnie wyszłam, jak na tak zalaną. Jednak nie przypominam sobie, abym całowała Caroline.
- Skarbie, całowałyśmy się wczoraj ? – spojrzałam na ledwo żyjącą rudą.
- Nie, pamiętałabym. – odpowiedziała, po czym uderzyła głową w stół. – Kurwa ! – krzyknęła, złapała się za czuprynę i poleciała w nieokreślonym kierunku. Jak mniemam do toalety.
- Jeżeli na tym polega wasz plan, to ja odpadam. – powiedziała Em. – A teraz chodź do chłopaków, Vic chciała wam coś powiedzieć. – wzięłam butelkę z wodą do ręki i ruszyłam do salonu chłopaków. Widok jaki tam zastałym był iście ciekawy. 4/5 1D siedziało na kanapie, a Victoria darła się na Harry’ego.
- Zamknij twarz, łeb mi pęka ! – krzyknęłam. Wszyscy się mnie spojrzeli, a ja złapałam się za głowę – Dziękuję. –powiedziałam gdy ta uciszyła się i usiadłam obok mulata na kanapie. Jak on tam, Zayn. No właśnie, Zayn.
- Jak Ty się do mnie odzywasz ?! Po tym co wczoraj zrobiłyście, masz jeszcze czelność mówić do mnie w taki sposób ?! – krzyknęła patrząc na mnie i opluwając. Odgarnęłam swoje blond włosy do tyłu i wstałam. Nie będzie na mnie jędza wrzeszczeć, zwłaszcza wtedy gdy łeb mnie boli.
- Czy Ty głucha jesteś ? Mówiłam zamknij twarz ?! Łeb mi pęka, a Ty mi się tu wydzierasz. Gucio mnie Twoje zdanie obchodzi, mów co masz mówić i daj mi odpocząć ! – powiedziałam, a raczej krzyknęłam i usiadłam znowu na sofie. Zobaczyłam, że do pomieszczenia wchodzi Caroline, dlatego pozostawiłam jej dokończenie awantury.



Caroline



-Zamknij twarz paszczurze! – Wrzasnęłam gdy weszłam do salonu. To co stało się ostatniej nocy było.. hmm.. właściwie nie wiem jakie bo nic nie pamiętam.
-Oo, kolejna panna idealna- zaszydziła jędza.
-Weź zamknij twarz – warknęłam i klapnęłam obok jak sobie dobrze przypominam Liam’a. Ta paszczurzyca coś tam dalej nawalała a ja oparłam się o ramię tego mięśniaka i przymrużyłam oczy.
-Em, Caroline… Ty pamiętasz cokolwiek z ostatniej nocy?- szepnął do mnie po chwili Liam.
-Nie. I mów ciszej chłopie. Łeb mi pęka. A właściwie to czemu pytasz?
-A nie, nic. Tak jakoś.
Nie no ja tam nie wnikam. Znów położyłam łepek na ramieniu Li i zaczęłam przysypiać. Po chwili usłyszałam krzyk.
-Caroline! Cholera jasna !
-Co drzesz morde ciołku.. Mówiłam ci coś..  – spojrzałam na nią zabójczym wzrokiem.
-Ja z wami zwariuje! To już nawet Roxanne mnie słuchała. Powtórzę to ostatni raz. Do końca tego tygodnia macie zakaz wychodzenia po za obręb kompleksu, a jeśli będziecie chciały wyjść nawet do najbliższego sklepu to tylko z ochroniarzem. Załatwiłam kilku i chodzą wokół budynku więc o ucieczkach zapomnijcie. Jasne?
-Jasne.. A teraz się zamknij.. Ja papatatajam spać. Branoc gumisie.- Poklepałam Liam’a po ramieniu i poszłam w stronę mojego rooma.
-Ejj kocie ! Czekaj, galopuje z tobą… Muszę jeszcze odespać nockę. – Powiedziała Rox i za rękę popatatajałyśmy do mojego pokoju i od razu obie klepnęłyśmy na me łoże.. Ahh.. wygodne łóżko, Roxy i sen… Ahhh.. hehe xD



Harry



Gdy Caro i Rox poszły do swoich pokoi Vic jeszcze bardziej się wkurzyła. Chciałem ją uspokoić więc przytuliłem ją do siebie.

-Harry… Weź idź ode mnie. Jestem na ciebie wściekła i lepiej żebyś nie właził mi na razie w drogę. Pójdę się gdzieś przejść. Niech pomyślą, że na razie mamy kryzys to chociaż kasę dostaniemy.-i poszła.. Ugh… Naprawdę lubiłem Victorię ale jej fobia na punkcie sławy już mnie dobijała. Poszedłem do swojego pokoju. Nie wiedziałem co zrobić. O tym co dokładnie stało się ostatniej nocy wiedział tylko Liam no i Caroline… Jeśli w ogóle coś pamięta, w co wątpię. Już sam nie wiedziałem czy mówić o tym Vic. Jesteśmy razem, chyba więc powinienem być wobec niej szczery.. ale jeśli to zrobię nasz związek może skończyć się szybciej niż się zaczął a tego chyba nie chce Chyba, właśnie. Już niczego nie jestem pewien. Po chwili ktoś zapukał do mych drzwi. Nie zdążyłem nawet odpowiedzieć i ten ktosiek już wszedł.. Taa.. Prywatności to w tym domu nie ma żadnej.

-I co postanowiłeś? –To był Liam..
-Nie wiem.. Muszę najpierw pogadać z Caro…
-Tylko że jest pewien problem…
-Jaki?
-Caroline nic nie pamięta. Kompletna dziura.. nic.. zero nul..
-Dobra dobra.. pojąłem.. Ale że jak.. Taka kompletna pustka, że nawet nie pamięta o seksie  ze mną?
-Na to wygląda. I wiesz Harry, może to i lepiej.. Dla ciebie to i tak nic nie znaczyło, a Caro nic nie pamięta. Ja też szybko zapomnę i wszystko będzie dobrze. Nikt o niczym się nie dowie i już.
-Taaak, nic nie znaczyło… Sorry Liam, ale zmęczony jestem. – zwróciłem się do przyjaciela ziewając.
-Luz..- i jeszcze bardziej rozsiadł się na moim łóżku. Ciołek.
-Powiem to wyraźniej. Wyjdź a jak nie to poharatam ci tę zacną buźkę.. Jasne..??
I już go nie było.. Ahh jak ja kochałem to, że Liam brzydził się przemocą.. Tak łatwo można było go do czegoś przekonać. A teraz na poważnie…Stwierdzam głupotę bo nie wiem co robić. Nie wiem czy mówić Caroline o tym że spaliśmy ze sobą.. Ale kurde noo… Jak można nie pamiętać sexu z Harrym Stylsem… Ja pamiętam każdy szczegół i to nawet aż za dobrze, a przecież byłem totalnie zalany.. Ugh.. Muszę coś wymyślić.. Tylko co ?



Caroline



Dziwnie się czułam.. Gdy razem z Rox rzuciłyśmy się na łóżko ona od razu zasnęła a ja nawet przez sekundę nie mogłam zmrużyć oka.. Kompletnie nic nie pamiętałam z ostatniej nocy.. a może nie chciałam pamiętać? Wiem, że w klubie opierałam się o Harry’ego, bo oboje już ledwo staliśmy. Później był Liam, jakieś auto i chyba Zayn. W domu Vic się rzucała jak gówno człowieka chorego na rozwolnienie a później uznała że musi gdzieś wyjść. Następnie siedziałam z Roxy, Harry’m i Liam’em w salonie bo Malik padał na ryjek. Liam wziął Roxy i kazał nam czekać.. O FUCK ! Później ja i Harry zaczęliśmy się całować i poszliśmy do mojego pokoju.. Nie, nie, nie.. To nie możliwe… Przecież pamiętałabym czy uprawiałam sex z Lokatym. Ale oczywiście pamiętam tylko do momentu gdy szłam po schodach całując Harry’ego/ On musi pamiętać co się działo później, musi ! Cicho wyszłam z pokoju by nie obudzić blond, a później galopem popędziłam do pokoju Harry’ego.. Zauważyłam, że ich część kompleksu była większa.. Ahh ta suka zawsze wszystkiego nam odmawiałam .. Dobra później ją opierdole teraz mam ważniejsze sprawy. Popędziłam szybko do pokoju Hazzy i z hukiem zatrzasnęłam za sobą drzwi. Chłopak aż podskoczył
-Co ty tu robisz? Nie powinnaś…
Nie dałam mu dokończyć, bo akurat ja wiedziałam co powinnam, a czego nie.  Tak wgl, to musiałam się dowiedzieć, czy poniosło mnie, wróc… Nas, ostatniej nocy.
-Harry, czy my ze sobą spaliśmy ?! – krzyknęłam, czekając na jego odpowiedź. 
____________________________________________________________
Hey. : * Przepraszam, że tak długo nic nie było, ale stwierdziłam, że nie mam weny i chciałam zawiesić, ale wczoraj coś mnie naszło, weszłam, przeczytałam i BUM zachciało mi się pisać. Karolinka moja na szczęście była w formie, dopisała swoją część i powstał rozdział czwarty. Jak Wam się podoba ?Moim zdaniem nie jest źle, akcja nie przymula, bo w końcu zaczyna się coś dziać. Piszcie co myślicie, komentarze motywują ! P.S dzięki za ponad 3700 wyświetleń. < 3 
Pozdrawiam, Roxyy. =*

Lajla *_*
Heyyoo mojee kochane patatajcee xDD Smerfiki moje kochane strasznie was przepraszamy że tak długo nie było żadnego rozdziału.. jejuu PRZEPRASZAM!!!!! Dziękuje wszystkim którzy ciągle śledzili to czy blog będzie kontynuowany... Big so mach dla tych kochanych osób.. Mam nadzieję że rozdział się podoba i obiecuje że rozdział 5 pojawi się o wiele szybciej.. A jak nie to możecie mi bana na TT zrobi hahah xD No to tyleee ludziee moje kochane.. Do następnego.. 
Ściskam i całuję
Lajlaa :*:*
 

niedziela, 15 kwietnia 2012

Chapter 3

Caroline

Jest godzina chyba 1 nad ranem jeśli paczadła mnie nie mylą, a pewnie mylą no ale nie ważne. Tak sobie z Roxy łazimy po mieście i łazimy i łazimy. Jesteśmy uchlane w trzy dupy, a może nawet pięć, ewentualnie siedem. TEN STAN POWINIEN BYĆ STANEM BŁOGOSŁAWIONYM. Roxy prawie przylizała się z jakimś kolesiem na ulicy, ale na szczęście ugryzłam ją w tyłek więc odskoczyła od niego. No co… zazdrosna jestem.
I tak sobie o to wracam gdy nagle czuje wibracje. Hmm.. cóż to może być? Wibratora chyba nie brałam… Ahh no tak przecież jest coś takiego jak telefon. No to wyciągam to jakże zacne urządzenie, a tam jakieś zamazane cyferki.! Czary normalnie… … Naciskam oczojebnie zielony przycisk i powiadam
-Hallloooooo
-Yh.. Hey. Tu Harry. To ty Caroline?
-No jak nie, jak tak.
- YY.. Bo ten nooo.. Victoria zaraz mi tu wykituje więc chciałem ci tylko przekazać, że może byście już wróciły do kompleksu.
- Tylko jest jeden taki tyci tyci problemik...... My nawet nie wiemy gdzie jesteśmy.
- Yh..Znajdź tabliczkę z nazwą ulicy i powiedz mi zaraz po was przyjdziemy.
-Kto ?
-Co kto?
-No kto po nas przyjdzie?
-Ja i Liam. Tylko my jeszcze nie śpimy no i Vic.
- Wiedźmy nie śpią więc jej nie wliczaj a ulica to – popatrzyłam na tabliczkę, trochę mi zeszło odszyfrowanie tych hieroglifów, ale dałam radę.
-Ok. Nie ruszajcie się stamtąd. Zaraz będziemy.
I się ciołek rozłączył.
-Ejjj, Kocie te lalusie po nas zaraz zawitają
-Ale że jak?
No ja prdl! Roxy już totalnie nie ogarnia, więc nawet nie opłaca mi się jej mówić co gdzie kiedy i jak.
Coś tam ten lokowaty mówił, że nie możemy ruszać się z miejsca ale z nawaloną Roxy to nigdy nie wypali. Więc teraz jesteśmy w jakimś ciemnym jak biały murzyn parku i przewracamy się na każdym kroku. Po chwili ktoś zaczął iść w naszą stronę więc my takie zajebiście ogarnięte zaczynamy biec ale coś nam nie wyszło i zaczęłam się znów zaprzyjaźniać z ziemią. Po chwili usłyszałam głos blondi.
-Ohh ty mój wybawco- zauważyłam, że rzuca się na ramiona jakiemuś stworzeniu a po sekundzie przed swoją mordką miałam jakąś dłoń.
-Wstajesz czy chcesz sobie tyłek przeziębić i siedzieć cały tydzień w kompleksie?
-Yyy, aa no wstaje...- I zaczepiłam się tej pomocnej dłoni. Gdy stałam jakoś na moich zacnych nogach zobaczyłam, że pomocna dłonią był ten kochaś Vic, zacny panicz Harold Styles, Oh... Noo tak, to on był moim łupem więc muszę już zacząć go kokietować. ZAPAMIĘTAĆ ! - Nie całować się na pierwszym spotkaniu,
-Hey Caro, wszystko okey ? – popatrzył się na mnie.
-Yy, a no ok. ok. . Sorki zamyśliłam się,
-Moje kochaniee!- I po chwili znów leżałam na ziemi, bo Roxanne rzuciła się na mnie.
-Aaaa pomocy ! – Wrzasnęłam, a po chwili Roxy dodała świergotliwym głosikiem
-Liaś, pomożesz ? – zatrzepotała swoimi długimi rzęsami, patrząc na postać chłopaka, który zapewne zastanawiał się ile wypiłyśmy.
-Już, już. - I tak o to Roxy siedzi na plecach Liam’a, a ten cieszy jape jak jakiś najarany koń.
-A tobie pomóc?- Spytał mnie Harry, jeju ależ się pomocny człek znalazł.
-No mógłbyś, - i znów trzymał mnie za rękę, ale oczywiście żeby nie było puściłam ją szybko i uśmiechnęłam się uśmiechem „JESZCZE NIE CZAS NA TAKIE MANIERY”, czy coś w ten deseń.
- Ja chcę się nachlać ! - Usłyszałam pisk Roxy.
-Debilu, Ty już jesteś nachlana, jak napalony meserschmit.
-Ale ty jeszcze nie jesteś. Liam, zgadzasz się? - i zrobiła sweet oczka z kota ze shrek’a.

Roxanne
Czuję się jak jednorożec, albo jeszcze lepiej. Liam niesie mnie, albo latam no nie
wiem. Caro idzie za nami z lalusiem, tyle zdążyłam zobaczyć. Nie odwracam już głowy, bo mi się zbiera.
- Liam … -szepnęłam. – Weź nas do jakiegoś klubu, czy coś …
-Żartujesz sobie ? Jesteście już zbytnio nawalone, wystarczy wam.
- Nie ! Ja nie chcę wracać !
- Uspokój się, idziemy do domu.
- To sobie sam idź. – zeszłam z jego pleców, zaliczając przy tym namiętny pocałunek z ziemią, czy tam chodnikiem.
- Co Ty robisz ? – zapytała moja przyjaciółka, patrząc się na mnie.
- Nie widzisz, romansuję .
- Ja też chcę ! – krzyknęła, a po chwili położyła się obok mnie.
- Wstawaj . – ktoś pociągnął mnie za rękę i próbował postawić do pionu. Jak się okazało był to Liam.
- Weź mnie do klubu. – chciałam udać poważną, ale zobaczyłam jakąś wielką lamę za nim i zaczęłam się śmiać. Miała takie różowe kokardki i ogólnie była sweet.
- Z czego się śmiejesz ? – popatrzył na mnie krzywo, chociaż może ja już krzywo widzę ?
- Lama ! – krzyknęłam i zaczęłam się chichrać jak nienormalna.
- Idziemy do kompleksu. – powiedział, łapiąc mnie za rękę.
- Sam sobie idź, już Ci mówiłam. Ja idę do klubu.
- Jak pójdziemy tam na godzinę, dasz się spokojnie zawieźć do domu ?
- Tak. – uśmiechnęłam się szeroko, wskakując mu na plecy. – Wio ! – klepnęłam go w tyłek i takim oto sposobem dostaliśmy się do jakiegoś klubu.

Oczami Liam’a
Boże czemu ja się na to zgodziłem ? Przez mój debilizm nie tylko Roxy jest nawalona, ale także Harry i Caro. I że niby ja będę musiał nieść tych trzech napaleńców ? Pff, proszę was. Trzeba zadzwonić po posiłki. Telefon. Kontakty. Zayn.
-Kurwa Liam. Zajebać ci? Ty wiesz, która jest godzina?- O taki miłe przywitanie zgotował mi mulacik.
-No chyba wiem, ale musisz mi pomóc.
-Jezuu.. Co znowu ?
-Bo jestem w klubie z Harry’m, Roxy i Caro
-Pojebało Cię kompletnie?! Przecież mieliśmy się trzymać od nich z daleka. – zaczął krzyczeć do słuchawki.
-Ojj, no wiem, ale mieliśmy je tylko przyprowadzić do domu bo się zgubiły a wyszło na to, że siedzimy teraz w klubie, a oni cały czas wódę chleją.
-Powiedz mi gdzie jesteście, a ja za jakieś 20 minut przyjadę. – powiedział. Przypomniałem sobie nazwę klubu, podałem dokładny adres i rozłączyłem się.
Gdy odłożyłem telefon zobaczyłem, że Roxy próbuje wejść na blat baru. Podleciałem do niej, złapałem ją za nogi i przerzuciłem ją przez ramię. Boże, jaka nawalona. Swoją drogą zastanawiające jest to, jak takie malutkie osóbki jak Roxanne i Caroline mogą się tak nachlać. Są takie, no nie wiem, drobne a piją więcej niż cały nasz zespół.
-Liaś ! Ty mój bohaterze. Wielbię cię! – krzyknęła .
-Ta, ta jasne… Ciekawe co będziesz rano mówiła.
-Mogę cię pocałować?- Spytała i zaczęła chichotać. Jezusie ona zachowuje się gorzej niż Zayn po pijaku.
-Tobie chyba już starczy alkoholu. Zaraz wracamy do domu.
-Ohh tak !. Do naszego domu z małymi Liamkami i Roxikami . – co ona gada ? Nie wiem co to było za zdanie, ale niech będzie że zrozumiałem.
-Yy… Tak tak. Więc Roxy ty tu sobie posiedź spokojnie i nigdzie się nie ruszaj, a ja poszukam Hazzy i Caro.
-Oooooo. Latająca krowa. Liam! Ja chcę mleka! – pokazała w górę palcem, jak mniemam na „krowę”
-Dobrze Rox, dam ci w domu tego mleka.
-TERAZ – krzyknęła.
Żeby się w końcu przymknęła pocałowałem ją. Wiem to było głupie, ale to był jedyny pomysł na to jak ją uspokoić. Gdy oderwałem się od jej napitych ust zaczęła się kołysać w przód i w tył i powtarzać.
-Liaś mnie pocałował. Liaś mnie pocałował. – szczerzyła się sama do siebie.
Miałem teraz minimum 10 minut na znalezienie Harry’ego i rudej.
Znowu wszedłem do klubu i zacząłem rozglądać się z rudymi włosami i lokami. Nie musiałem długo szukać. Stali objęci. WRÓĆ! Oni się o siebie opierali . Wziąłem obydwojga pod rękę i zacząłem ich prowadzić do wyjścia. W końcu moje codzienne łażenie na siłownie przyniosły pożytek.
-Liam, ale nie mów nic Vic. - Usłyszałem głos Hazzy.
-Dobrze Harry, nie powiem.
-Dziękuję- I pocałował mnie w policzek. Popatrzyłem na Caro, ona spała. Znaczy przynajmniej miała zamknięte oczy. Albo wiem, ona ma jakieś nadludzkie zdolności i jak jest pijana to śpi idąc. Chociaż możliwe, że lunatykuje, ale kij. Dociągnąłem pijaków do ławki na której dalej Roxy się bujała i czekałem na Zayn’a. Na szczęście przyjechał dość szybko i już po 10 minutach stał obok mnie.
-Coś ty z nimi zrobił?!
-Jaa Zayn.. Ohh.. zresztą nie ważne. Pomóż mi. Ja wezmę Roxy ,a ty zabierz Caroline i jakoś Harry’ego za chwilę wepchniemy do auta.
-O boże.. A się Victoria wkurzy.
-CO?!
-Oj.. bo jak wychodziłem to ona mnie zobaczyła i chyba domyśliła się, że jadę po was, bo słyszałem jak łazi od pokoju do pokoju.
-Super. Po prostu genialnie. Naprawdę. To teraz mamy już totalnie przerypane- powiedziałem zapinając Roxy pasami i klnąc pod nosem na wszystko i wszystkich. 


_______________________________________

Obiecałyśmy trójeczkę szybciej i jest TA DAM !!! Hehehe.. mam nadzieję, że już wszystkim się wyjaśniło co i jak heheh xD No to chyba tyle. Do następnego ;p
Pozdrawiam i całuję
Lajlaa:*:* 

czwartek, 12 kwietnia 2012

Chapter 2

Dwa dni później


Caroline

Właśnie pakowałam ostatnie bluzki do mojej torby gdy do mojego pokoju wleciało stado słoni. No ok. Nie było to stado a na pewno nie słoni xD Była to Roxy i Emi. Uzgodniłyśmy, że Josh zawiezie nas na lotnisko więc dziewczęta musiały przydreptać do mnie.
Oczywiście kochana blondi ropierdzieliła się na mym łożu tak że nie miałam gdzie usiąść więc położyłam się na puchowym dywanie a Emi siadła na fotelu.
-To jak?
-Co jak?- spytała zawsze ogarnięta żonka
- No nasz mały planik pod kryptonimem „Wypierdolić, wykurzyć, wyjebać”
-HAHAHAHA Tak tak Hahaha, fajna nazwa. – zaczęła się ryć, jak nienormalna.
-Ejj.. dziewczyny ale jesteście pewne. – zapytał Emi. Boże, ta znowu niepewna. Ona chyba we mnie, wróć w nas nie wierzy. Nie wiem, jakim cudem ona jest moją przyjaciółką.
-Jeju.. Emi nie pękaj. Ten przeszczep ucieknie szybciej z tego Londynu niż tam przybędzie. – odpowiedziałam jej.
-Ehh.. ale żeby nie było później jeszcze gorzej niż teraz jasne?
-Ta ta.. jasne.
I w tym momencie do pokoju wleciał Josh. WOW co za zmiana. On był ubrany. CALUŚKI nawet już buty miał na nogach, haha
-Dziewczyny zbieramy się jeśli chcecie zdążyć na samolot.
-Nie chcemy- Jęknęła Rox
-Oj.. Już nie marudźcie, idziemy.
Podałam walizki mojemu kochanemu bratu i pogalopowałam do auta. Walizki dziewczyn już tam były. Zacna podroż minęła jak na nas spokojnie. Tylko wylałyśmy shejki na tapicerkę iż ponieważ nie mogłyśmy się dogadać kto chce jaki, ale Jo na szczęście się już przyzwyczaił więc tylko jęczał przez pół godziny, że będzie musiał wydać mnóstwo kasy na nową. Po około 30 minutach byłyśmy na miejscu. Oczywiście otwieramy drzwi a tam jakiś totalny rozpierdol. Wszędzie hieny jakieś zjebane debilskie stwory. Oczywiście po chwili z jakże to strasznej opresji wyswobodziła nas Victoria. Zaczęła coś nawijać tym prasowym ciotom a nam kazała iść na odprawę.
-Ejj.. Ale ty już nie możesz tu iść- Zakomunikowała Emi jakże to zacnie ogarniętemu Josh’owi.
-Mogę – i tak o to tym sposobem dowiedziałam się, że mój brat leci z nami. Ciekawe czy ktokolwiek oprócz niego o tym wiedział Jako że byłam ostatnia w kolejce do odprawy słyszałam wszystko o czym paplała ta tapeta.
-Tak. Jestem w związku z Harrym Stylsem i jesteśmy bardzo szczęśliwy.
-Tak, tak nasz związek zupełnie nie wpływa na żaden z zespół.
-Oczywiście będę państwa informować o rozwoju naszego związku
FACEPALM X10000000000000000000000000000 no jak można być takim zjebem by się tak spowiadać hienom no ja pierdole! Ugh…. Na szczęście akurat była moja kolej więc podałam wszystko co trzeba i poczłapałam do samolotu. Niby wpadłam na genialny plan ale hm… no cóż trochę będę musiała się napracować, a Roxy i Emi też muszę jakąś fuchę w tym znaleźć. Nie chcąc słuchać kłótni między moim bratem a szpachlą 2012 włączyłam na fulla IPODA i dopracowywałam mój plan.


Roxanne

Usadowiłam się w swoim fotelu, jakoże Caro zaczęła słuchać muzyki, a Emi czytała
Jakąś książkę, postanowiłam, że dowiem się czegoś od naszej kochanej menedżerki, która akurat skończyła kłótnie z Josh’em.
- Vic, tak w ogóle to czemu wszystko wypaplałaś tym dziennikarzom ? Masz gdzieś swoje życie prywatne, czy jak ?
- Nie interesuj się, to moja sprawa co i komu mówię. – odpowiedziała, wpatrując się w telefon.
- A Ty myślisz chociaż o naszym zespole ? Moim zdaniem tylko nam szkodzisz. Przystopuj z tymi swoimi wyznaniami.
- Póki co, to ja tu rządzę więc lepiej uważaj na słowa. – odpowiedziała z wrednym uśmieszkiem i zaczęła pisać sms’a.
- No właśnie, póki co. – uśmiechnęłam się pod nosem. Już nie długo będziesz mogła pożegnać się z tymi swoimi „rządami”. Włożyłam słuchawki w uszy, starając się zasnąć. Osoba obok, a mianowicie Victoria utrudniała mi to swoją obecnością, ale po zawiązaniu bandany na oczach jakoś się udało.
Obudziła mnie Caroline, siedząca na mnie. Przespałam tyle godzin lotu ? Wow, brawo
Dla mnie.
- Skarbie, wstawaj. Londyn wita. – zdjęła mi bandanę z oczu, uśmiechając się.
- Już. – mruknęłam, wstając. Wyszliśmy z samolotu, wzięliśmy swoje walizki, po czym wsiedliśmy do auta. Wszystkie trzy i Josh, myśleliśmy, że jedziemy do jakiegoś hotelu. Chciałabym, gdy wysiedliśmy przy jakimś kompleksie, maszkara zabrała głos :
- No więc od dziś, będziecie tu mieszkać przez dwa miesiące. Kompleks jest tak podzielony, że każdy zespół będzie miał swoją część. Zapraszam do środka. – powiedziała, pchając się przed nas i dosłownie wbiegając do środka.
- Dziewczyny, idźcie za wiedźmą, ja jakoś wniosę te wasze torby. – uśmiechnął się brat rudej.
- Dziękujemy ! – powiedziała Caro, całując brata w policzek.
- Bejbe, dawaj łapę. Musimy rozłościć lwicę. – zaśmiałam się, łapią Caroline za rękę.
- Lubię to. – poruszyła brwiami, po czym zaczęła się śmiać. – Emi, złotko zrób nam sweet focię, potem wrzucę na twitter’a.
- O Boże. – wywróciła oczyma Ems, a następnie zrobiła nam dwa zdjęcia. Po mini sesji, ruszyłyśmy do naszego tymczasowego domu. Wchodząc do środka, w oczy rzucił nam się widok, który każdego przyprawiłby o mdłości. Vic obściskiwała się z tym swoim chłoptasiem.
- Bleeeee ! – krzyknęłam. Zakochani, o ile tak ich można nazwać od razu od siebie odskoczyli. – Ja mam mocno nerwy, ale mój żołądek takiego widoku nie zniesie. – powiedziałam, udając wymioty.
- Gościu, lubisz lizać zmarchy ? – zwróciła się Caro, do lalusia Victorii. Ja oczywiście wybuchnęłam śmiechem, a Emi próbowała wszystko naprawić.
- Uspokójcie się. – powiedziała Ems. – Harry, przepraszam za nie, ta podróż je wymęczyła. – uśmiechnęła się.
- Dziewczyny ! – powiedziała nasza menedżerka. – Co ja wam mówiłam o tym waszym okazywaniu uczuć ?
- Jakoś mnie to nie obchodzi. – wzruszyłam ramionami. – Ty się całujesz z dzieckiem, ja kręcę z dziewczyną. Proste ? Proste. – odpowiedziałam uśmiechając się triumfalnie. Oczywiście nie kręcę Caro, a tym bardziej z jakąś laską. Wolę chłopców, krótko mówiąc.
- Z kim ja pracuje. – wywróciła oczyma Vicky. – Zaraz przyjdą chłopaki i zaprowadzą was, do waszej części kompleksu.
Po jakichś 10 minutach, reszta zespołu stawiła się w salonie. Przywitaliśmy się, poznaliśmy. Oczywiście wszystko w naszym stylu, czyli chamsko i szczerze. No dobra, tylko ja i Caroline byłyśmy takie, ale nieważne.
Gdy skoczyłyśmy zwiedzać naszą część, wszyscy musieliśmy stawić się w salonie.
Victoria ma nam przekazać jakieś ważne informacje.
- Więc, dziewczyny tak marudziłyście, że macie mało wolnego dlatego daje wam tydzień swobody, po upływie tego czasu zabieracie się za próby. Jasne ? – spytała Vic.
- Tak królowo. – odpowiedział sarkastycznie Caro.
- Druga sprawa, żadnych wybryków. Nie chcę widzieć pijanych lub Bóg wie co robiących was na okładce jakiegoś brukowca. Szczególnie mówię do waszej dwójki. – wskazała na mnie i Caroline placem. – Zrozumiano ?
- Nie. – odpowiedziałam, uśmiechając się tak wrednie jak tylko potrafię.
- Ze mną się nie zadziera, rozumiesz ? – zwróciła się do mnie, ledwo opanowując swoje emocje.
- Ze mną też nie radzę, więc z łaski swojej opanuj się kobieto, zajmij chłopakiem i daj mi żyć.
- Po trzecie – o, zmieniła temat. – nie wdajecie się w żadne bliższe znajomości z tymi oto paniami. – pokazała na chłopaków z 1D. – Nie chcę widzieć tysiąca wkurzonych fanek, pod waszymi oknami.
- Ty już nam to załatwiłaś. – powiedziała Caroline.
- Jakoś nikogo nie widzę pod oknami. – odezwała się Victoria.
- No tak, zapomniałam że jeszcze nie zdałaś relacji żadnemu brukowcowi. – uśmiechnęłam się do niej.
- Czy Ty chociaż raz możesz być milsza ? – spytała.
- Hahaha. – zaczęłam się śmiać, patrząc na Caro, która podłapała, że ma mi pomóc, bo położyła się na podłodze śmiejąc się jak nienormalna. – Sama widzisz, to jest odpowiedź na Twoje pytanie.
- Wy dwie, możecie wyjść. Emi, zostań posłuchasz reszty i opowiesz przyjaciółkom.
- Dzięki królowo. – ukłoniła się Caroline. – Chodź kochanie, idziemy podbić Londyn. – złapała mnie za rękę i wyszłyśmy.
- Ej, ale my nie znamy Londynu. – powiedziałam, patrząc na moją genialną przyjaciółkę.
- Oj tam, najwyżej wrócimy jutro. – zaczęła się śmiać.
- A kiedy wcielamy plan w życie ? – zapytałam.
- Dziś wieczorem, tylko pamiętaj że musimy przynajmniej dwóch z tej całej piątki wyciągnąć.
- Dobra, już chyba nawet wiem za którego się wezmę. – uśmiechnęłam się chytrze. Mój łup, od razu wpadł mi w oko. Oczywiście, nie w sensie że mi się podoba, ale będzie idealny do roli przewodnika i towarzysza.
- A ja niestety biorę tego lalusia … - powiedziała zrezygnowana Caro.
- Dasz radę, wierzę w Ciebie. – posłałam jej uśmiech. – Jakoś się napijemy i nawet nie będziesz wiedziała z kim tańczysz. – zaczęłam się śmiać, a po chwili przyjaciółka dołączyła do mnie. Zapowiada się ciekawy wieczór, o ile uda nam się wrócić do kompleksu. Póki co odeszłyśmy jakieś 200 m, a ja nie widzę drogi powrotnej. Raz się żyje.

_________________________________________________

I się udało!! Dwójeczka jest hahahhahah Obiecuję, że trójka pojawi sie o wiele szybciej heheheh ;D Mam takie pytanko.
Jak myślicie, która dziewczyna z którym kochanym wariatem będzie?
Odpowiedzi oczywiście w komentarzach.
Całuję i pozdrawiam
Lajlaa:*:* 



Jest dwójka, trochę zajęło nam jej pisanie, ale dałyśmy radę. Jeszcze nie ma zbyt dużo  chłopaków z 1D, ale w następnym akcja się rozkręci.: D Właśnie, dołączam się do pytania Lajli. :D Kogo obstawiacie dla poszczególnej bohaterki ? : )
Jeżeli ktoś chce być informowany, niech zostawi nazwę tt.
Pozdrawiam, Roxy. =) xx
 

piątek, 6 kwietnia 2012

Chapter 1


Caroline

Po jakże to zajebistej podróży w końcu dotarłam pod mój zacny domek. Ahh … jak mi go brakowało… Tiaa fajnie. Wchodząc do domu poczułam zapach spalenizny. Od razu wiedziałam co się stało. Josh zabrał się za gotowanie.. to było do przewidzenia. Mój braciszek to naprawdę najukochańszy facet na świecie ale kucharzem nigdy PRZENIGDY nie zostanie. Jeszcze mnie nie zauważył więc powiedziałam.
-Ja tu przyjeżdżam po trzech miesiącach męki a ty chcesz w zamian mi dom podpalić? Ohh nie ładnie nie ładnie.
-Jejuuu Caroooo! Jak ja się za tobą stęskniłem!- Rzucił się na mnie Josh ubrany w same bokserki i różowy fartuszek z playboya. Taaa… jak mi tego brakowało.
-Ej ej… Udusisz mnie!
- Stęskniłem się po prostu no….
-Ta, ta.. a teraz pozwól, że ogarnę ten zacny bajzel którym chciałeś mnie ugościc.
-O nie nie… To się tam kiedyś ogarnie a ty teraz siadaj i opowiadaj.
-Jakbyś nie wiedział. Przecież dzwoniłeś do mnie co parę godzin nawet w nocy!
-Ehhh ale to nie to samo. Więc siadaj i opowiadaj.
-Było fajnie.
-A może coś więcej
-Ojejuu.. przecież wszystko wiesz. Znaczy prawie.
-Prawie
-Ojj boo ta WIELKA PANI WSZYSTKO WIEM I WSZYSTKO UMIEM MYŚLĄCA ŻE JEST SEXOWNA
-Znaczy Victoria . Tak?
-Tak… To coś… uznała, że należy nam się tylko tydzień wolnego i za równo siedem dni znów wyjeżdżamy tylko, że tym razem do Londynu, ale nie zgadniesz co zdaniem zacnej Victorii jest najlepsze.
-No mów
-To, że będziemy mieć trasę z jakże to zacnie zajebistym One Direction.
-A to nie przypadkiem w tym zespole jest ten młody laluś z którym jest Vic.
-No co ty nie powiesz – odpowiedziałam bratu. Starszy to on jest, ale nad jego inteligencją, to bym się zastanowiła.
-Mówiłem ci już dawno, że Vic nie nadaje się na waszą menagerkę, ale oczywiście Josha to się nikt nie słucha, no bo po co..
-Ojeju.. Joooo.. Nie gniewaj się. Ale teraz to na serio musimy znaleźć kogoś innego bo ten przeszczep zniszczy nam całe życie.
-Nie martw się. Pomogę wam, a na razie idź odpocznij bo twoje wory pod oczami nawet tona make-up’u nie zakryje.
-Ahh jaki ty milusi. To ja idę spać, bo właśnie dostałam sms, że ta debilka chcę się jutro spotkać. Bosh, smerfy ratujcie !
-Nie smerfy, nie smerfy tylko ja. A ty dreptaj na górę a ja tu trochę ogarnę.
Dałam na koniec całusa w policzek mojemu braciszkowi i pogalopowałam do mojego pokoju. AHH MOJE ŁOŻECZKO!


WYSPAŁAM SIĘ ! EUREKA! Po trzech miesiącach w końcu mogłam się wyspać. Ahh… marzenie.. Dobra a teraz trzeba się ogarnąć. Z tego co napisał mi ten plastik spotkanie mamy o 14. Pewnie Roxy nie będzie się chciało swojego zacnego tyłka ruszyć i nie przyjdzie. Hahah… jak ja ją kocham.

Wykonałam poranne czynności i ubrałam się w to
Do torebki oczywiście mój ukochany BlackBerry, błyszczyk, i kilka długopisów. Szkoda, że nie mogę sobie ręki dokupić bo czasami już po prostu mi odpada od pisania tych autografów. Ale i tak kocham moich fanów .
W salonie siedział mój braciszek (i oczywiście to normalne, że o godzinie 12 siedzi w samych bokserkach w niebieskie słoniki).
-Hey słońce. Wyspana?
-Można tak powiedzieć hehe… Joshiii….
-Niee… Zawsze jak tak mówisz to coś chcesz…
-No wiesz… Ja nic nie chę. …
-Tiaa jasne..
-Ja tylko proszę. Hehehe.
-Co tym razem.
-Zawiózłbyś mnie na spotkanie. Ten plastik pisał do mnie, że musimy omówić parę spraw.
-Ok. To chodź.- I ruszył w stronę drzwi.
-HELLO ZIEMA DO JOSHA
-CO jest?
-Yh… może byś się ubrał. Co
-Ahh.. no tak. To by było ciut niestosowne gdyby prawie goły facet woził taką wielką gwiazdę jak ty. – Amerykę odkrył.
-Błagam cię chociaż ty nie zaczynaj. Już mam dość tego wszystkiego. W każdej gazecie o nas piszą i chodzą za nami krok w krok. No masakra jakaś i dlatego proszę cię byś mnie podwiózł.
-A jak wrócisz ?
-O to się już nie martw. Z Roxy na pewno coś wymyślimy.
- To może ja jednak po was przyjadę ? – zaśmiał się. No tak, jak ja i Roxy zaczniemy myśleć, to lepiej odejść na jakieś 500 m.
-Nie ! A teraz idź się ubieraj.
-Ehh.. Tak jest królowo.
Po około pól godzinie mój zacny brat raczył ruszyć swoje dupsko i zszedł na dół.
-Jedziemy?
-Nie, stoimy i patrzymy w sufit- odpowiedziałam sarkastycznie.
Gdy tylko otworzyłam drzwi rozbłysły się flesze i miliony pytań. Josh objął mnie ramieniem i zaczął przepychać się do auta. W końcu usiadłam w miękkim fotelu naszego ukochanego Range Rovera.
-I to tak już zawsze? –Spytał brunet.
-Yh.. to dopiero początek- odpowiedziałam mu i zapięłam pasy.


Roxanne
Dziś wstałam około 12:00. W końcu się wyspałam, brakowało mi mojego łóżka. Wywlokłam się z niego i poszłam ogarnąć siebie. Gdy doprowadziłam się do porządku, zeszłam na dół w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Oczywiście nic w lodówce nie było, dlatego musiałam wybrać się na zakupy, których tak nienawidzę. Zawsze gdy wejdę do jakiegoś sklepu, rzuca się na mnie stado ludzi. Przecież jestem normalna, no może nie zbytnio, ale … Dobra, nie zagłębiam się w ten temat.
Wzięłam telefon, portfel i wyszłam z domu. Po niedługim spacerze, byłam na miejscu.
Założyłam okulary przeciwsłoneczne i weszłam do sklepu. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, jeden sms od Victorii :

„O 14:00, tam gdzie zawsze. Musimy omówić parę spraw. Victoria.”

„Jak mi się będzie chciało, to przyjdę”

Odpisałam, po czym wyłączyłam telefon. Wiedziałam, że będzie zła dlatego nie miałam ochoty czytać tej litanii, którą mi zapewne napisze. Nienawidzę tego babska, wtrąca się we wszystko, dziennikarze z aparatami to przy niej pikuś. Schowałam urządzenie do torebki, po czym ruszyłam na podbój sklepowych półek. Dużo nie zdążyłam kupić, bo napadło mnie stado dzikich fanek. Po jakichś 15 minutach uwolniłam się od nich i mogłam kontynuować zakupy.
Gdy wróciłam do domu, była równa 14:00. O, czyli spotkanie się zaczęło.
Zrobiłam sobie śniadanie, a raczej obiad i postanowiłam, że pójdę na to spotkanie.
Weszłam do lokalu i zobaczyłam wkurzoną Victorię oraz Emi, i rozbawioną czymś Caroline.

Caroline

Siedziałam i ryłam się ze zdjęć Vic i tego jej chłopaka, gdy moje kochanie, Roxy
Raczyło ruszyć swój tyłeczek i stawić się na spotkaniu. Cud jakiś !
- Gdzie Ty byłaś ? – zaczęła krzyczeć Vicky.
- Robiłam zakupy i napadły mnie fanki. – Odpowiedziała, siadając.
- Zawsze coś. A Ty z czego się śmiejesz ?! – zwróciła się do mnie.
- Oglądam zdjęcia, Twoje i tego lalusia. – zaczęłam się śmiać, jak naćpana żaba
- Pokaż! – ryknęła Roxanne, a już po chwili razem z nią ryłam ze zdjęć.
- Jak dzieci. Uspokójcie się ! – krzyknęła Victoria.
- Zdaję się, że Ty lubisz dzieci. –Pokazałam na zdjęcia, które oglądałyśmy.
- Dajcie spokój. – powiedziała rozbawiona Emi. Jako że jesteśmy grzeczne i ułożone, chciałyśmy się opanować, ale nasze dzikie rządze wzięły górę i nic z tego nie wyszło.
- Z kim ja pracuje. – powiedziała Vic. – Do rzeczy, musimy omówić parę spraw. Po 1 Roxanne i Caroline, mogłybyście nie obnosić się tak ze swoimi uczuciami ?- zapytała, kładąc przed nami gazetę na której widniało zdjęcie przedstawiające mnie i Roxy trzymające się za ręce.
- Oj tam, to tylko takie wygłupy. – powiedziała Roxanne.
- A wpisy na tt o tym, że chcecie adoptować piątkę dzieci, po ślubie to też wygłupy ?!
- Ty myślisz, że ja chcę piątkę dzieci ?! –oburzyłam się . – Jedno mi wystarczy.
- Ej… - jęknęła Rox.
- Oj sorrki, nam. – i znów wybuchnęłam śmiechem.
- Dziewczyny ! Ja mówię poważnie. – powiedziała Victoria.- Koniec z tymi waszymi dziecinnymi zabawami. Macie dawać przykład, a zamiast tego robicie z zespołu pośmiewisko. – powiedziała hot trzydziestka piątka, umawiająca się z osiemnastolatkiem .- Druga rzecz, to wulgaryzmy. I znowu nasza cudowna dwójka. Jeszcze raz wyzwiecie dziennikarza, to … - nie zdążyła dokończyć, bo Roxy jej przerwała.
- Ten frajer nie chciał nam ustąpić miejsca ! – oburzyła się. Co racja, to racja. Cham pchał się na nas z tym swoim fleszem, my z Roxanne jakoś uskoczyłyśmy, ale Emi oberwała lampą po oczach. Biedulka chodziła z zamkniętymi gałami jakąś godzinę, a my oczywiście ryłyśmy się jak głupie.
- Właśnie ! – dodałam .
- Ale mnie to nie obchodzi, a Ty młoda damo – zwróciła się do mnie. – Jeszcze raz wyślij do wytwórni, piosenkę o koali to nie ręczę za siebie !
-Ale przecież ona była taaaaaka słodka. Mogłybyśmy zrobić z tego kolejny hit!
- Caroline ty mnie lepiej już bardziej nie denerwuj. Jasne?! – krzyknęła. Ja na jej miejscu, ograniczyłabym te wrzaski, bo tapeta może odpaść.
-I co jeszcze? Phi.. Sorki Vic ale śpieszy nam się. Co nie dziewczyny. – I pociągnęłam Emi i Roxy za rękę. Na koniec usłyszałam tylko wiązankę przekleństw oczywiście skierowanych do mnie, a gdy się odwróciłam Vic stała cała czerwona zgniatając swój telefon w ręku. Ołł jeee ! Caroo wkurwiła czarownice! O tak, 1:0 dla mnie !

Emily

Ja przez te debilki zwariuję! Tak olać menagerkę ? Jasne, też jej nie znoszę, ale bez
Przesady. W końcu to ona zarządza naszą karierą. Zapewne gdybyśmy mogły, już dawno nie pracowała by dla nas, ale niestety cały proces jej zwolnienia, zbyt dużo by kosztował, dlatego jeszcze jakoś wytrzymuję, ale dziewczyny już przesadzają.
- Przegięłyście. – powiedziałam, patrząc na przyjaciółki, które szły trzymając się za ręce.
- Nie wiem o czym mówisz. – powiedziała Roxy, śmiejąc się. - A teraz dawaj łapę, jak wszystkie, to wszystkie. – chwyciła mnie za rękę i szłyśmy tak chodnikiem.
- Ale ja mówię serio, jeszcze zobaczycie, że przez te wasze odzywki będziemy miały problemy.
- A co ? Wyrzuci nas z zespołu ? – zaczęła rechotać się Caro.- Wyluzuj, już niedługo jakoś wywalimy tą pudernicę. – uśmiechnęła się.
- Ej, dziewczyny … - powiedziała Roxy, lekko przestraszona.
- Co ? – spytałam.
- Widzicie to stado przed nami ? – pokazała palcem. – Zaraz nas staranują ! – pisnęła.
- Fuck ! – krzyknęła Caroline. – Wiać ! – puściłyśmy swoje ręce i zaczęłyśmy biec, w nieznanym nam kierunku. Jasne, kochamy naszych fanów, ale to stado jest jakieś psychiczne.
Biegłyśmy jakieś dobre 15 minut, aż w końcu weszłyśmy do Starbucks’a. Zdyszane
usiadłyśmy przy stoliku, zamawiając napoje.
- Chyba makijaż mi spłynął. – powiedziała Roxy.
- Trzeba było nałożyć łopatą, jak Vic. – wubuchnęła śmiechem Caro, a my za nią. Po chwili dostałyśmy nasze napoje i zaczęłyśmy pić, gdy dostałam sms’a.

„Zmiana planów, do Londynu lecicie po jutrze. Ze mną się nie zadziera, dlatego nie ma mowy żeby któraś z was nie stawiła się na lotnisku. Wieczorem zadzwonię i podam informacje. Vic.”

- Co jest ? – spytała Law, widząc moje otwarte usta. Tą kobietę do reszty pogrzało, może ona sobie odpoczęła podczas tej trasy, no bo jak inaczej skoro raz w tygodniu latała do tego chłoptasia, ale my potrzebujemy więcej niż dwa dni odpoczynku.
- Czytajcie. – podałam im telefon.
- To żart ?! – krzyknęła Roxy. –Ja jej tego nie daruję !
- Skarbie, uspokój się. – mówiła Caro. – Wdech i wydech, wdech i wydech. – zaczęła demonstrować.
- Kocie, ja nie rodzę tylko się wkurzyłam. – odpowiedziała jej Roxanne.
- No tak, wybacz. – zaśmiała się ruda. – Słuchajcie, skoro panna Victoria chce wojny, to dlaczego mamy tego nie zrobić. Gwarantuje wam, że nim trasa się zacznie, ona ucieknie. Załamie się kobiecinka, ale potrzebuję waszej pomocy. – widziałam ten błysk w jej oku, co znaczy że pomysł jest skuteczny, ale głupi.
- Wchodzę. – uśmiechnęła się cwaniacko Rox.
- To ja też. – nie wierzę, że to powiedziałam, ale nie miałam wyjścia. Jak wszyscy, to i ja.
- No więc … - zaczęła omawiać swój plan Caroline.

__________________________________________________________________________

I tak o to jest pierwszy rozdział. Pisany chyba około 3 dni hehe ale mam nadzieje że się podoba. Dodaję go JA czyli Lajla iż ponieważ mojej kochanej Roxy nie mogę złapać na komputerku, a szkoda mi czekać aż raczy zawitać na gygy. Pewnie jak się pojawi to jeszcze coś tu doda no a na razie tyle. 
Prosze o komentarze i wchodzenie na nasze blogi

 http://alltheloveforyoubaby.blogspot.com/

Blog Lajli

 http://wewilldrivetothestars.blogspot.com/

Blog Roxy 
 Całuję i pozdrawiam Lajlaa :*  

 Hey. :-* Tu Roxy, piszę dopiero teraz gdyż ponieważ nie było mnie . Dziękuję wszystkim, którzy skomentowali prolog, prawdę mówiąc nie liczyłam na to, że będzie 7 komentarzy. : ) Co do rozdziału, to podoba mi się, co jest rzadkością gdy coś piszę. Ale tym razem pisałam z Karoliną, więc pewnie dlatego. Dziękuję za uwagę i proszę w imieniu swoim i mojej kochanej Karoliny o komentarze. :D xx

Pozdrawiam, Roxy. =) xx

czwartek, 5 kwietnia 2012

Prologue


Ostatni koncert i powrót do domu ! W końcu, po trzymiesięcznej harówce upragniony
odpoczynek. Nigdy bym nie pomyślała, że moje życie zmieni się przez jedną piosenkę. Miał być to prezent urodzinowy, jak się okazało najlepszy.
Gdy razem z przyjaciółkami pakowałyśmy swoje rzeczy, do garderoby weszła
Victoria – nasza menedżerka.
- Byłyście świetne ! – krzyknęła, stając przed nami. – Przez tydzień, który spędzicie w LA musicie wypocząć, bo potem zwiększamy obroty !
- Co ? Jaki tydzień ?! – zdziwiła się Caroline.
- Spędzicie w domach 7 dni, a potem kierunek Londyn, gdzie będziecie przygotowywać się przez dwa miesiące do trasy koncertowej z zespołem One Direction !
- Że jak ?! – krzyknęłyśmy wszystkie trzy. Chyba ta kobieta ma coś z głowa, najpierw wdaje się w romans z lalusiem z tego zespoliku, a potem każe nam jechać z nimi w trasę ? Dodatkowo, mamy odpocząć tylko tydzień ? Niedorzeczne.
- Nigdzie nie jedziemy. Sama jedź się spotkać z tymi Twoimi chłoptasiami . My zostajemy w LA. – powiedziałam.
- Zabawna jesteś. – powiedziała sarkastycznie Vicky. – Nie macie nic do gadania, to ja zarządzam waszą karierą. A teraz zbierać się, bo niedługo macie samolot. – powiedziała, szczerząc się do swojego telefonu. No tak, smsuje sobie ze swoim chłopakiem. Błagam, on mógłby być jej synem. Przez ten cały romans, wszystkie fanki One Direction hejtują nas. A wszystko jest zasługą Victorii. Jak chce wojny, to już my jej zrobimy takie Star Wars, że raz na zawszę zapamięta, że z nami się nie zadziera i to my w tym układzie dyktujemy zasady. 
______________________________________________________
Heyo ! :-* Więc blog bd pisać ja (simplyroxyy) i Karolina (  Lajla1_LoveForever_D) . Liczymy, że wam się spodoba, jeżeli tak to prosimy o  komentarze.

To ja czyli Lajla heuheuh xD To już mój trzeci blog hehe i mam nadzieje,  że jeszcze lepszy bo pisany z moją kochaną Roxy. Jak na razie są bohaterowie i prolog, a niedługo jedyneczka. Zapraszamy do czytania i komentowania.
Pozdrawiamy i przesyłamy całusy
Lajla & Roxy :*